Music

niedziela, 5 listopada 2017

20. When she was just a girl she expected to the world

Kap.
Kap.
Kap.
Plusk.
Woda nieśpiesznie niknęła w odpływie, a ja coraz bardziej zmarznięty nie potrafiłem jakoś się od niej oderwać. Doprawdy, było w niej coś iście pociągającego. Zakręciłem zrezygnowany kurek. Trzeba przecież na wodzie oszczędzać – dzieci w Afryce głodują, a ja się tu bezczelnie zabawiam pod prysznicem.
Odsunąłem drzwiczki i postawiłem mokrą stopę na dywaniku. Od razu przeszedł mnie zimny dreszcz. Co tej Sakurze znowu odbiło? To, że zima już prawie sobie poszła, to nie znaczy, że mogła tak bez powodu robić przeciąg. Coś mnie jednak zaniepokoiło.
Trzasnęły drzwi.
W tym mieszkaniu, poza tymi od łazienki, były jeszcze tylko drzwi wejściowe. Po co miałaby je otwierać? Tak wcześnie rano. Sakura nigdy nie należała do rannych ptaszków. Prawdę mówiąc, od kąd tu zamieszkała, ani razu nie widziałem, żeby obudziła się o pojedynczej godzinie. Raczej bliżej dwunastej. Ja z resztą podobnie.
Dzisiaj jednak Jiraya zarezerwował nam studio na rano, dlatego zerwałem się wcześniej z łóżka. Kiedy zostawiałem ją w nim, spała jak dziecko, zagrzebana w pościeli i z wypiekami na twarzy. Odleciała tak mocno, że nie było takiego, który zdołałby przerwać ten stan. Mogliby ją zgwałcić, nic by nie zauważyła.
Po mieszkaniu rozległy się podniesione głosy, układające się w bardzo chaotyczny i nerwowy dialog, z którego niewiele rozumiałem przez tłumiące drzwi. Nie mogłem się dłużej zastanawiać. Ubrałem szybko dres i bluzę, które od razu przyczepiły się do mojego nasączonego parującą wodą ciała. Nie miałem czasu na wycieranie się. Głosy stale przybierały na sile, a pomiędzy kwestiami następowała coraz to krótsza przerwa.
W końcu wydostałem się z łazienki.
Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Zapanowała cisza.
Sakura stała tuż przy rozłożonej kanapie, po której widać było, że dopiero, co została opuszczona. Była ubrana tylko w majtki i moją starą, wyciągniętą koszulkę z długim rękawem. Miała potargane włosy oraz wciąż zaspane, jednak pełnie lęku oczy. Ona również na mnie spojrzała. Poczułem jej strach i zdezorientowanie na własnej skórze.
W wejściu do pokoju, a zarazem tuż przy mnie stali jej rodzice. Razem.
O proszę, o to sprawca całego zamieszania – odezwała się pani Haruno, nie szczędząc na mnie jadu. Szybko ukryłem moje zdziwienie, zastępując je powagą i ogólnym chłodem.
To wszystko przez ciebie, Sasuke – dołączył się Ikuo, również nie pozostawiając na mojej osobie suchej nitki.
Dzień dobry – odparłem spokojnie, zamykając za sobą drzwi.
Sasuke, ja... – różowowłosa patrzyła na mnie pełna poczucia winy. Nie miała do niego powodu, więc postanowiłem ją zignorować.
Ty się lepiej nie odzywaj – dogadała jej matka, co spowodowało moją złość. Trzymałem ją jednak w ryzach. Wystarczyło, że tych dwoje kipiało do nas bezpodstawną nienawiścią. Przeszedłem do kuchni, wymijając ich jak gdyby nigdy nic.
Nalałem wody do czajnika i włączyłem. Musiałem w końcu zjeść śniadanie. Tylko, co by tu wybrać? Otworzyłem lodówkę i podrapałem się po głowie. Kiedy ostatnio jadłem coś zdrowego? Może oto nadszedł dzień, w którym powinienem zacząć. W końcu tyle wokół mnie się zmieniło. Codziennie coś nowego. Jakaś mała niespodzianka, która mogła zaważyć na dalszym losie ludzkości.
Wyjrzałem zza lodówki. Nadal tam stali i wgapiali się we mnie jak w obrazek. Ale taki brzydki, którego nikt nie chciał dotknąć nawet przez szmatkę. Coś podobnego do moich prac na plastykę, jak mniemałem. Wzruszyłem ramionami i wróciłem do szperania w lodówce.
Sakura pewnie też była głodna, choć szczerze wątpiłem, czy będzie miała siłę jeść w takim stanie. W końcu, jakby nie patrzeć, nawiedzili nas z samego rana, w dodatku z awanturą. Powinienem zrobić więc coś lekkiego, co przeszłoby przez nią lekko. Może owsiankę? Poza tym, nie chciałbym, żeby przytyła. Tak, jak wyglądała teraz, było dobrze. Nawet bardzo.
Ty – wysyczała jej matka, podchodząc do mnie. Zignorowałem ją. Wyjąłem mleko, zamykając lodówkę.
Przeszedłem do szafki pod okno, w której trzymałem wiele rzeczy w stylu płatków owsianych. Powinny jeszcze jakieś być. Kobieta jednak nie odpuszczała. Złapała mnie za ramię. Jej uścisk był tak słaby, że prawie go nie poczułem. Odwróciłem się do niej.
Czego? – zapytałem grzecznie, posyłając jej najbardziej nienawistne spojrzenie na jakie mogłem sobie pozwolić. Zmarszczyła brwi. Gdyby nie blond włosy i pięćdziesiątka na karku, pomyślałbym, że to druga Sakura. Wykapana mamusia, co?
Jesteś bezczelny, gówniarzu – odparła odważnie, ściskając mocniej.
Gdybym tylko chciał, wyrwałbym się jej z łatwością i pokazał, gdzie jest jej miejsce. Była bardziej wkurwiająca od Sakury, choć nigdy bym nie przypuszczał, że to możliwe. Odwróciłem się do niej, wzdychając ciężko.
Ale to wy zrobiliście najazd w moim mieszkaniu, choć nie przypominam sobie, żebym was zapraszał – warknąłem. – Nie mam ochoty się wtrącać do waszych prywatnych spraw, jednak jeżeli szybko tego nie załatwicie, wkurzę się i to bardzo.
Myślałem, że Mikoto i Fugako lepiej cię wychowali – wtrącił Ikuo. Aż we mnie zawrzało. – Zaufałem ci, że dobrze zaopiekujesz się moją córką, ale widać byłem w błędzie. Jesteś zupełnie nieodpowiedzialny. Jak mogłeś jej na to pozwolić? Nie masz wstydu?
A ja myślałem, że chociaż państwo mają trochę poczucia obowiązku.
Za ojcem pojawiła się Sakura. Stała w cieniu, kompletnie zakłopotana i zdezorientowana. Naprawdę musiała się bać. Wiedziałem, że jako jej chłopak musiałem pomóc. Tylko jak? To, co miałem ochotę zrobić nie obeszłoby się bez echa. Poza tym, to jej rodzice, bądź co bądź. Co robić?
Ty nas nie będziesz uczyć, jak postępować z własnym dzieckiem, gnoju – wydarła się pani Haruno. Skąd w takim drobnym ciele tyle agresji?
A od kiedy to Sakura jest waszą córką? – prychnąłem, patrząc wprost na Lo. Całe jej ciało mówiło mi, nie rób tego. – Jakoś nie zauważyłem przez dwadzieścia lat znajomości, żebyście kiedykolwiek dali jej to odczuć.
Odpowiedziało mi milczenie. Na twarzach naszych gości malowała się czysta złość, taka, której już dawno nie widziałem. Właściwie, to nigdy u nikogo nie było mi dane spotkać. Być może i ja miałem taką twarz, kiedy dowiedziałem się, że mój najlepszy przyjaciel i kobieta mnie okłamali. Ale miłość wybacza wszystko. Najlepszym tego dowodem była moja relacja z Sakurą. Obydwoje musieliśmy sobie wybaczyć i nauczyć się na nowo budować przyszłość bez ciężaru przeszłości. Aż mi się żal zrobiło państwa Haruno.
Ich twarze mówiły mi, że nic się nie zmieniło. Wciąż ta sama historia, czyli wieczna nienawiść zupełnie bez powodu. Choć byłem zaskoczony, że pojawili się razem. Pomiędzy nimi nie było już nic, a przynajmniej tak mi się wydawało. Łączyły ich jedynie dzieci, każde żyjące już swoim życiem. Być może z wyjątkiem Ochy.
Widywałem ją czasem, kiedy odwiedzałem rodziców. Wyglądała jak normalna nastolatka. Często zapraszała koleżanki do domu, od święta chłopaka, za każdym razem innego. Była bardzo podobna do Sakury w jej wieku. Jednak była dużo bardziej radosna, bez tej całej depresji i innych anoreksji.
Żal było patrzeć, bo tylko ja wiedziałem, jaki ciężar dźwigała w sercu. Wciąż była tylko dzieckiem. Zupełnie o tym przekonany, że wszystko pamiętała z tamtej nocy, mogłem się jedynie przyglądać. W dodatku patrząc na złość jej matki, byłem pewny, że nie pozwoliła jej zapomnieć. Może Sakura, Kaigo i Ikuo to był główny temat w tym popieprzonym domu. I oni mieli jeszcze do mnie pretensje, że ją stamtąd zabrałem? Że chciałem jej dać wolność i przede wszystkim wybór, którego była pozbawiona od małego?
Daj spokój Sasuke – odezwała się w końcu Sakura, przeczesując włosy dłonią.
Ubierz się – odparłem, odwracając się do całego tego towarzystwa plecami. Bardziej niż o to, jak się ta sytuacja potoczy, martwiłem się o zdrowie Sakury. Mi tam było chłodno, a co dopiero jej. – Od początku. Czemu zawdzięczamy tę jakże radosną wizytę?
Okłamałeś mnie – zaczął Ikuo, podchodząc bliżej. Woda się zagotowała, więc zalałem herbatę wrzątkiem.
Niby w którym momencie? – zdziwiłem się.
Miałeś odwieźć Sakurę do ośrodka, tymczasem od trzech miesięcy mieszka u ciebie. Jakim cudem? – wyjaśnił, opierając się obok mnie o blat. Spojrzałem na niego z półuśmiechem.
Zawiozłem ją tam i zostawiłem. Sama się wróciła, zupełnie jak bumerang – powiedziałem, wzruszając ramionami.
Niby jak? Przyleciała na miotle? – wtrąciła się pani Haruno, obszernie gestykulując rękami.
Raczej ty – dopowiedziałem sobie w myślach.
A to pytanie to już nie do mnie – syknąłem. Wobec niektórych ludzi zabić to za mało.
Więc do kogo? – zapytał mężczyzna.
Najlepiej do Sakury – westchnąłem ciężko. Czemu kurwa musiałem brać udział w jakimś chorym przesłuchaniu. – Jeżeli to już wszystko, to proszę wyjść. Nikt was tu nie zapraszał.
Naprawdę jesteś bezczelny – fuknęła Haruno i odwróciła się do różowowłosej, która dalej stała w korytarzu i przyglądała się całej sytuacji. Matka złapała ją za rękę i potrząsnęła.
Co ty robisz? – zdenerwował się Ikuo, podbiegając do nich.
Zachciało się normalnego życia? – krzyczała. – Nie w tym wcieleniu. Wracasz z nami, gówniaro.
Przestań – rozkazał jej siwowłosy, jednak ta zdawała się go mieć w głębokim poważaniu.
Sakurze udało się wyrwać. Cofnęła się parę kroków w tył i patrzyła na rodziców z nienawiścią. Już dawno nie było mi dane oglądać jej w takim stanie. Chciałbym tylko, żeby znów nie zaczęła szaleć. Sytuacja była silnie stresująca. W milczeniu przyglądałem się jak dyszy, zmęczona walką z matką. Podobały mi się jej oczy, zdecydowane i lśniące w cieniu ściany.
Pocałuj mnie w dupę i przyślij pocztówkę z psychiatryka, bo bardziej się tam nadajesz – mruknęła, niespuszczając spojrzenia z rodzicielki. Nie była już jednak taka przerażona jak jeszcze przed chwilą. Mogłem jedynie zgadywać, lecz byłem niemal stuprocentowo pewien, że ta sytuacja przywołała bolesne wspomnienia.
Ty... – kobieta zamachnęła się. Moje ciało samo zareagowało. Nie wiedziałem kiedy, moje ciało znalazło się pomiędzy nimi, zasłaniając Lo. Z resztą nie tylko mną kierował odruch. Ikuo złapał ramię eksżony w ostatnim momencie.
Opanuj się – upomniał ją. – Mam ci przypomnieć, dlaczego nasza rodzina się rozpadła?
Nie musisz – wywarczała, wyrywając mu się szybko. – Może twoja córcia powinna się dowiedzieć, że pieprzyłeś się ze swoją asystentką na boku?
No popatrz, a ja myślałem, że to przez to, że lałaś ją jak głupia i to bez żadnego powodu...
Wystarczy! – wrzasnęła różowowłosa. Kątem oka widziałem, jak kuca i zasłania głowę dłońmi. Będzie źle. Ciekawe dzięki komu? – Nikt nie chce słuchać waszego pierdolenia. Tamtej rodziny już nie ma i wszyscy są jednakowo szczęśliwi, że nie muszą żyć w waszym kłamstwie.
Gdyby nie ten twój pożal się Boże kochaś, już dawno bym ci pokazała, gdzie jest twoje miejsce dziewucho – odkrzyknęła jej matka, za wszelką cenę, próbując się do niej dostać, przynajmniej nienawistnym spojrzeniem.
Nie wytrzymałem. Przepchnąłem się pomiędzy nimi w przejściu i otworzyłem im drzwi. Nie mogłem pozwolić, by to dłużej trwało. Szanse na atak choroby wzrastały z każdym następnym słowem tej wariatki. Z resztą, na jej atak – fizyczny – również. Ja także powstrzymywałem się ostatkiem sił od przywalenia jej w ten pusty łeb. Może wtedy poczułaby, jak to jest.
Wypad – powiedziałem tak lodowato, że przykułem tym uwagę nawet samej Sakury. Podniosła gwałtownie głowę, patrząc na mnie załzawionymi oczami. Kilka z nich spływało jej po policzku. Pękało mi serce na samą myśl, że będę musiał ją zaraz pocieszać.
Jeszcze nie skończyliśmy – próbował załagodzić sytuację Haruno. Spojrzałem na niego z politowaniem pomieszanym ze złością.
Wracasz z... – kontynuowała kobieta.
Wypad, bo zadzwonię na psy – powtórzyłem zimo, przerywając jej.
I co im niby powiesz, dziecino? – zaśmiała się, znowu skupiając się na mnie. Podeszła bliżej i spojrzała mi hardo w oczy.
Hikari... – westchnął mężczyzna. Stał jak idiota pomiędzy matką i córką, palcem nie kiwnął.
Jest pełnoletnia, w dodatku Morino pozwolił jej na zmianę środowiska i została wypisana z kliniki. Nie jest zbiegłym pacjentem. Nie ważne, czy jesteście rodzicami, czy nie. Pani ma ograniczone prawa rodzicielskie, a pan nie może nic zrobić, bo Sakura ma opinię o poczytalności. Jest to w takim przypadku próba uprowadzenia. Mógłbym dorzucić do tego jeszcze zniesławienie i groźby. Szarpanie można podciągnąć pod naruszenie nietykalności cielesnej. Dajcie człowieka, a znajdzie się paragraf – pierdolnąłem jej wykładem, chwaląc się znajomością kodeksu. Nie wiedziała, z kim zaczyna. – Mam praktyki w prokuraturze rejonowej niedaleko. Mogę być tam samochodem w dziesięć minut. Chętnie bym tam pojechał, jednak nie zrobię tego tylko ze względu na dobro Sakury. Dlatego wyjazd.
To powiedziawszy, wypchnąłem ją z mieszkania. Ikuo uniósł wysoko brwi i sam ruszył do wyjścia. Zanim jednak przekroczył próg, odwrócił się do mnie i rzucił wymowne spojrzenie. Pewnie będzie dzwonić. Było mi już wszystko jedno, byleby zakończyć tę chorą akcję. Lo była najważniejsza i musiałem reagować szybko. Wyszedł, a ja od razu zamknąłem za nim drzwi, zamykając je zasuwką. Odwróciłem się do Haruno.
Klęczała nadal w tym samym miejscu, kuląc się w kłębek. Miała zaciśnięte oczy, lecz mimo tego wciąż wypływały z nich nowe łzy. Podszedłem do niej i wyciągnąłem w jej stronę ręce. Chwyciła je i podniosła się do pionu. Zaciągnąłem się powietrzem. Nie tak wyobrażałem sobie dzisiejszy poranek. Zerknąłem na zegarek.
Pewnie się spóźnię.
Ubierz się ładnie, a ja zrobię śniadanie – szepnąłem, dotykając jej ramienia. Otworzyła oczy, patrząc w moje niezrozumiale. Były takie przekrwione i zapuchnięte, że nie wierzyłem, iż mogłaby wyglądać dzisiaj tak, jakby chciała.
Po co? – zapytała cicho, pociągając nosem.
Chyba nie sądzisz, że zostawię cię teraz samą? – wywróciłem oczami. – Zabiorę cię ze sobą. Kiba i tak chciał się z tobą zobaczyć.
Wiedziałem doskonale, że powinienem ją teraz wziąć na ręce, położyć się z nią w łóżku i mocno przytulić. Zapewnić, że taka akcja będzie już ostatnią, że nic jej nie grozi oraz to, że zawsze ją obronię. Gdybym tylko miał na to czas.

* * *

Wiedziałam doskonale, że Sasuke się o mnie martwił. Nie musiał mi mówić, wystarczyło na niego spojrzeć. Poza tym, oczywistym było, że mu się spieszyło do pracy. Już się przyzwyczaiłam, że nie miałam co liczyć na troskę i jakieś szczególne względy, gdy w grę wchodziły ograniczenia czasowe, naoczni świadkowie, bądź sytuacje takie jak ta, kiedy ewidentnie potrzebowałam empatii. Wszystko rozumiałam. No może poza jednym wyjątkiem.
Sasuke – mruknęłam, uważnie wpatrując się w jego plecy. – To naprawdę niepotrzebne. Już w porządku.
Wolę mieć cię na oku – odparł lakonicznie, nadal na mnie nie patrząc.
Nie wiedziałam, po co w ogóle zaczęłam ten temat. Dyskutowanie z nim miało tyle sensu, co śnieg w lipcu. Postanowił i tyle, dlatego tkwiłam w windzie i czekałam na błogosławione czwarte piętro. Podróż samochodem była zbyt krótka, żebym mogła dospać. Potrzebowałam chociaż krzesła i to pilnie.
Swoją drogą wytwórnia Sasuke różniła się od Martioshki. W przeciwieństwie do nich, nie mieli na miejscu ani jednego studia nagraniowego. Wynajmowali rozsiane po całym mieście, acz wciąż profesjonalne lokale. Było to dużo bardziej komfortowe, niż w firmie mojego ojca, gdzie wszystkie, w sumie, konkurujące ze sobą zespoły musiały się mijać i miały możliwość przyglądania się swojej pracy. Nigdy niekończący się wyścig szczurów, tak to widziałam.
Nareszcie winda się zatrzymała. Sasuke otworzył ciężkie drzwi i kiedy już znalazł się na korytarzu, przytrzymał je dla mnie. Rzucił mi kolejne nic nieznaczące spojrzenie i ruszył przodem. Poszłam za nim i postanowiłam już dłużej nie zaprzątać sobie głowy tymi bzdurami, o których mówili moi rodzice. Wolałam to zostawić na później, aż w końcu będę sama ze swoimi myślami.
Korytarz ciągnął się w nieskończoność. Wbrew temu, czego oczekiwałam, było tu stosunkowo mało drzwi. Ściany były kremowe, a podłoga wyłożona panelami. W zimę musiało być tu okropnie ślisko. Całe szczęście, że był już marzec i dawno temu przestał padać śnieg. Dzisiaj było jedynie pochmurno.
Sasuke zatrzymał się przy któryś z kolei suwanych drzwiach. Zanim jednak je odsunął, odwrócił się do mnie przodem, pochylił się i bez słowa pocałował w czoło. Cała zamurowana tym niespodziewanym gestem, spojrzałam na niego dużymi oczami. On jednak już stał do mnie bokiem i nim się zorientowałam, przekroczył próg.
Sasuś! Nareszcie! – usłyszałam rozradowany głos Naruto. Mimowolnie przewróciłam oczami. Co za pajac. – Co tak długo?
Nieważne – odparł chłodno. – No właź – rozkazał mi. Po raz drugi wywróciłam oczami. Jak ja nienawidziłam tego tonu. Weszłam do środka, rozpinając kurtkę.
Pomieszczenie bardzo przypomniało studio nagraniowe, w którym miałam okazję pracować. Było niewielkie, przedzielone ścianą z dźwiękoszczelną szybą, pod którą stał ogromny panel. Siedział przy nim Kiba. Obok niego stał Naruto i bacznie przyglądał się Sasuke, nawet mnie nie zauważył. Reszta była już w drugim pomieszczeniu. Nie to jednak zwróciło moją uwagę.
Odkryłam, że na ścianie po mojej lewej była niewielka sofa. Obita czarną skórą, zupełnie jak w filmach pornograficznych. Nie zniechęciła mnie, co to, to nie. Bez najmniejszego zastanowienia rzuciłam się na nią, zdejmując po drodze wszystkie niepotrzebne ciuchy. Nim ktokolwiek mnie zauważył, zwinęłam się w kłębek i przykryłam kurtką.
Co ona tu robi? – zapytał Izunuka zdziwiony.
Nie miałem z kim zostawić – mruknął Sasuke, rzucając na mnie swoje ciuchy.
O, jak cieplutko.
To nie pies, Sasuś – upomniał go Uzumaki. Nie czekając na odpowiedź Uchihy, zaszczekałam rozbawiona.
*
Ocknęłam się. Niestety. Było mi nieprawdopodobnie gorąco. Przez krótką chwilę przypominałam sobie, gdzie się znajduję. Poruszyłam się niespokojnie, przewracając na drugi bok. Uniosłam delikatnie powieki. Tuż obok mnie stała jakaś blondynka i uparcie się we mnie wpatrywała. Wytężyłam wzrok. Kto to u diabła był?
Sakura, mamy problem – odezwała się, a w moim mózgu zapaliła się lampeczka.
Co ty tu robisz, Tsunade? – zapytałam, podnosząc się pośpiesznie. Zakręciło mi się w głowie, więc podparłam ją dłonią.
Wiesz ile czasu zajęło mi, żeby cię znaleźć? – zaplotła ręce pod biustem, siadając obok mnie. Gdy tylko poczułam, że zawroty minęły, opuściłam nogi na ziemię i oparłam plecy o sofę.
Która godzina? – zignorowałam jej pytanie.
Szesnasta – warknęła. – Nauczysz się kiedyś odbierać telefony?
Zostawiłam go w domu – mruknęłam. Chyba nie do końca się obudziłam, bowiem dopiero teraz dotarło do mnie, że jest wściekła. *Mówiłaś coś o jakimś problemie...
Owszem – wygładziła ołówkową spódnicę. Już ją kiedyś w niej widziałam. Bardzo elegancka. – Twój ojciec zerwał z tobą kontrakt.
Co ty gadasz? – ożywiłam się nieco.
Sama chciałabym wiedzieć, co go skłoniło do takiej decyzji – szepnęła, już spokojniejsza. Również oparła się o kanapę i spojrzała w lewo. Podążyłam za jej wzrokiem. Chłopcy nagrywali za szybą. – Może ty mi powiesz?
Razem z matką złożyli mi przemiłą wizytę dzisiaj rano – westchnęłam, pełna zażenowania. Blondynka zwróciła na mnie szeroko otwarte ze zdziwienia oczy.
Jak to? – zapytała, natychmiast kładąc ciepłą dłoń na moim ramieniu. – Razem z panią Hikari? Przecież oni się nienawidzą i prawie wcale ze sobą nie rozmawiają. To niemożliwe!
Chcieli mnie siłą zaciągnąć na terapię – uśmiechnęłam się pobłażliwie do własnych myśli. Jakie zabawne wydawało mi się to po upływie czasu. – Na początku byłam przerażona, ale przespałam się z tym i tak sobie myślę, że to oni jej bardziej potrzebują – zażartowałam. Senju jednak nie było do śmiechu. – Ojciec był wściekły i najwyraźniej dostałam karę.
Ty to swoją drogą, ale pomyśl o innych – zabrała dłoń i z powrotem oplotła się ramionami.
To znaczy?
Reszta zespołu nadal ma kontrakty, natomiast ty i ja...
Czekaj, mam rozumieć, że ty też wyleciałaś? – wzburzyłam się.
Tak, za niewinność – fuknęła. Wstałam i przespacerowałam się w samych skarpetkach po wykładzinie.
Czy ten człowiek jest niepoważny? – zagrzmiałam, uderzając się w czoło.
Dziewczęta, rozumiem wasze emocje, ale nie musicie nam przeszkadzać –odezwał się trzeci głos. Spojrzałam w stronę, z którego dochodził. To był Jiraya.
Pan wybaczy – mruknęłam pod nosem, siląc się na przepraszający ton. W rzeczywistości nadal kipiałam ze złości.
Nie ma czego – uśmiechnął się i powrócił do wpatrywania się w chłopaków.
A właśnie, że jest – dołączył się Kiba, wywracając oczami. Odwróciłam głowę w drugą stronę.
Co zrobisz? – zapytałam Tsunade, zamykając oczy.
Pójdę za tobą – odparła. – U niego jestem już skreślona...
Zawsze mogę przyjąć cię z otwartymi ramionami – ponownie wtrącił się Jiraya. Prychnęłam od nosem. Blondynka miała minę, jakby chciała go zatłuc.
Ile razy mam ci powtarzać, że po moim trupie?! – krzyknęła. Policzki jej się zaczerwieniły.
Myślałem, że to się tyczy tylko naszych randek – zaśmiał się gromko. Twarz Tsunade zrobiła się śmiertelnie poważna. – Poza tym zmień minę, złość piękności szkodzi, a ty już nie jesteś taka młoda.
Zamknij się i się nie wtrącaj – ucięła, również odwracając się w drugą stronę.
Jednak jesteście do siebie podobne, choć gdy spałaś sobie tutaj w najlepsze miałem wrażenie, że jesteś jej kompletnym przeciwieństwem – zwrócił się do mnie mężczyzna. Zarumieniłam się. – Miałem nadzieję, że jesteś słodka i niewinna, bo na to wskazuje twoje piękne młode ciało. Niestety, chłopcy mieli rację...
A nie mówiłem? – zarechotał Kiba, zsuwając słuchawki. – Tak naprawdę to wiedźma.
Uważaj sobie gnoju zajebany – syknęłam, cała się jeżąc.
W dodatku ma problemy z agresją i strasznie bolesny lewy prosty – pożalił mu się.
Boże, to przerażające! – złapał się za głowę Jiraya. – Ale coraz bardziej mi się podoba. Sasuke dobrze wybrał. Takie konkretne kobitki to rzadkość.
Sakura chodź tu – przywołała mnie Tsunade. Usiadłam obok niej posłusznie, ignorując dalszy dialog tych dwóch idiotów. – Mam parę pomysłów.
Na temat czego? – zmarszczyłam brwi. Podkuliłam nogi i objęłam je ramionami. – Własny ojciec zrobił mnie w bambuko tylko dlatego, że miałam czelność sama o sobie zadecydować, nie robiąc nic wbrew woli mojego lekarza. Gdzie tu sprawiedliwość? Nic tylko się załamać.
Nie łam się – poczułam jej dłoń na swojej głowie. – Utwierdziłabyś go tylko w tym, że dobrze zrobił.
Nie rozumiem tylko, czemu uderzył też w ciebie – jęknęłam. – Ja mam przed sobą jeszcze całe życie, mogę wrócić na studia i zacząć wszystko od nowa, ale ty zostałaś bez pracy, nie robiąc nic złego. To bardzo nie fair.
Pewnie uznał, że to ja ci nakładłam takich mądrości do głowy – wytłumaczyła. – Jednak nie myśl teraz o mnie. Mogę sporządzić nową umowę z tobą i brać sobie procent od twoich przychodów.
Jak będę jakieś mieć – zaśmiałam się ponuro.
Jeżeli spodoba ci się któraś z moich propozycji, na pewno obie zarobimy.
W takim razie zamieniam się w słuch – oparłam czoło o kolana.
Mamy kilka opcji. Po pierwsze, rozmawiałam z chłopakami i tym głupkiem, Jirayą – szepnęła tak, żeby nie słyszał. – Podobno mają piosenkę, do której potrzebują damskiego wokalu. Dostałabyś procent od wyświetleń na YouTubie i od sprzedanych płyt. Wchodzą w to też koncerty. Nie wiem, czy nie mają takich więcej na nowej płycie, więc uważam, że warto się zgodzić. Być może nie jest to twój styl, ale pieniądze to zawsze pieniądze. Nie ma czasu szukać nowego składu, tym bardziej, że straciłyśmy wytwórnię. Znasz się z nimi, więc nie będzie ci się trudno wpasować. Uważam, że powinnaś się zgodzić – podniosłam głowę i spojrzałam na nią ze zdziwieniem pomieszanym z wściekłością.
Trzy miesiące mieszkam z Sasuke i widuję się regularnie z całą tą ekipą, a oni słowem się nie zająknęli. Co za głupki wioskowe.
A inna opcja? – zapytałam, kierowana złością.
Możesz spróbować zacząć podkładać głos do anime – wypaliła z szyderczym uśmiechem.
Co proszę? – prychnęłam głośniej, niż zamierzałam. Zwróciłam tym na siebie uwagę tamtej dwójki. – Sama na to wpadłaś?
Mam parę osób pod swoimi skrzydłami, które chciały zrobić karierę muzyczną, ale im nie wyszło. Pierwsza opcja jest tylko chwilowa, a tak miałabyś normalną pensję – pokiwała głową dla potwierdzenia swoich słów. – Masz duże możliwości wokalne, sama doskonale zdajesz sobie sprawę, że twój elastyczny głos sprawdził by się w tej roli.
Niby racja – odparłam w zadumie. – Muszę się nad tym zastanowić. Co do nagrywania z chłopakami jestem za, mogę zacząć od zaraz, tylko najpierw im wpierdolę za to, że nic mi o tym nie powiedzieli. Zmarnowałam trzy miesiące na oglądanie seriali paradokumentalnych od rana do wieczora. Chamstwo! – burknęłam, czując jak gotuje się we mnie na nowo.
Dobra, to zrobimy tak – dosiadła się bliżej. – Nad drugą opcją zastanowisz się dopóki nie skończysz nagrywania z chłopakami. Wszystko mam obgadane z Jirayą, musi to jedynie im oznajmić. Myślę, że nie będą się sprzeciwiać. Może w tym czasie wpadnę na jeszcze jakiś pomysł.
Pewnie – kiwnęłam głową, uśmiechając się.
Nie powinno być tak źle. W końcu to ja ich odkryłam.
* * *
Jezusku nazareński czego tu nie kumasz, chłopie?! – zbulwersował się Uzumaki. Przewróciłem oczami.
To raczej ty nic nie kumasz, chłopie – westchnąłem poważnie zmęczony trwającą już od dobrych dziesięciu minut kłótnią. – Źle wchodzisz.
Za to ty zaraz wyjdziesz, chłopie – zagroził mi palcem. Uniosłem wysoko brwi.
Co to jest, kurwa, przedszkole? – nie wytrzymał Shikamaru.
Odwal się... chłopie! – krzyknął do niego blondyn. Nara, gdy tylko zaczęła się ta cała bezsensowna przepychanka słowna usiadł na podłodze. Dobrze wiedział, że jak się zacznie zwracać uwagę Naruto na to, że robi coś źle, tak prędko nie odpuści. Oczywiście znowu to była moja wina, ponieważ naturalnie dla siebie, nie umiałem trzymać języka za zębami. Miałem ochotę sobie za to przywalić, choć to Uzumaki'emu bardziej się należało, bo spinał się o nic.
Trzymaj się ustaleń i tyle. Masz przed sobą nuty i to jest wszystko na ten temat. Nie wprowadzaj własnych poprawek i ulepszeń, bo wszyscy mają przez ciebie problemy. I skończ ten cyrk, do cholery – uciąłem, odwracając się do niego plecami.
Ach tak? – udał zaskoczonego. Poznałem po tonie jego głosu. Co za pajac. – To ja ci powiem, ty nędzny, zawszony...
Panowie, co to za zachowanie? – drzwi się otworzyły, a w nich stanął Jiraya. Jeszcze tego kretyna tu brakowało. – Ogarnijcie się, są z nami dwie damy i bardzo mi zależy, żebyście nie narobili mi wstydu – powiedział przez zaciśnięte zęby.
O co ci chodzi? – niebieskooki tym razem naprawdę się zdziwił. Siwowłosy mężczyzna wszedł do środka, a tuż za nim podążyła – ku mojemu zaskoczeniu – Tsunade i Sakura.
Już się wyspałaś? – zapytałem odruchowo. Posłała mi dwuznaczny uśmiech. W sumie to radosny, ale jej oczy były pełne dezaprobaty.
Chyba śnisz – mruknęła.
Chłopcy, znalazłem wam wokalistkę – oznajmił Jiraya, a jego twarz wyrażała czyste szczęście.
Że niby Sakurcia? – pisnął Naruto. Tak jak ja, tak Haruno wywróciła oczami. Czego nie rozumiał?
Owszem – odparł, podpierając się na biodrach. – Jakiś sprzeciw?
Rozważaliśmy tę opcję już kiedy powstał ten kawałek, ale uznaliśmy, że po pierwsze to nie jej styl, więc się nie zgodzi, a po drugie, nie może dla nas tego zaśpiewać, bo jest z innej wytwórni. Za dużo papierkowej roboty jak dla samego refrenu *Nara pierdyknął wykład. Miał rację, tak było.
Napisałem ten kawałek z myślą o niej. Jak z resztą wszystkie inne, lecz argumenty, które przedstawił Shikamaru solidnie do mnie przemówiły. Kiedy Kiba stworzył do niego muzykę znów przeszło mi to przez myśl. Cała melodia refrenu wydawała mi się idealną do jej głosu. Nie mogłem jej jednak tego powiedzieć, ponieważ wtedy była jeszcze w szpitalu. Tak więc piosenka ta odeszła w zapomnienie, bo żadna z wokalistek, które przedstawił nam Jiraya nie podobała mi się, po prostu nie mogła się równać z moją wizją tego kawałka. I choć to nie ja, a Naruto grał pierwsze skrzypce w wokalu, to na żadną z propozycji nie mogłem przystać.
Obecnie jestem na bezrobociu i chętnie wam pomogę, jak mi odpalicie trochę hajsu – wtrąciła Lo, drapiąc się po głowie. – Mogę to nagrać nawet dzisiaj, tylko dajcie mi tekst i pokażcie podkład. To jak będzie?
Mówiłem ci, że nie musisz zarabiać. Wystarczy na nas oboje – patrzyłem na nią intensywnym wzrokiem.
A mnie to nie przekonało – odgryzła się, odwzajemniając moje spojrzenie. – Nie zrobisz ze mnie inwalidki, kury domowej, czy czego tam chcesz. Proponuję wam tylko pomoc, jak nie chcecie to nie.
Odwróciła się na pięcie i wyszła, zdaje się obrażona.
Ty to jak coś palniesz – stęknął Shikamaru.
Właśnie, kurde bele, naucz się, że trzeba się zamknąć w odpowiedniej chwili – upomniał mnie Uzumaki. Odwróciłem twarz w jego stronę.
I kto to mówi? – odpowiedziałem szyderczo. – Zejdźcie ze mnie.
To dobra propozycja Sasuke – przyznał Choji. – Nie powinieneś wywlekać waszych prywatnych rozmów na forum publiczne, nie interesuje nas to. Jeżeli Sakura jest wolna i pan Jiraya ją poleca, to powinniśmy się zgodzić.
Chyba tego właśnie chciałeś od początku, co nie? – Shikamaru wstał z podłogi. – Dlatego wszystkie odrzucałeś, chociaż były całkiem dobre – ruszył w stronę drzwi.
A ty gdzie? – zbulwersował się Naruto.
No idę po nią, nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia, bo mi Temari jajca urwie, jak nie wrócę o normalnej porze – rzucił przez ramię, idąc śladem Haruno.
Chyba zostałeś przegłosowany – wtrąciła się Senju.
Nie powiedziałem, że jestem na nie – fuknąłem.
*
Być może marzenia się spełniają. Słońce zawsze wschodzi i pojawia się nawet, jeżeli znika po mniej więcej dwunastu godzinach. Bo musi.
Kiedy poznałem Sakurę, była zwykłą dziewczynką. Już wtedy była dziwna, zbyt płochliwa i krucha w porównaniu do rówieśniczek. No i nie bardzo ją lubiłem, głównie ze względu na to. Teraz stała obok mnie jako kobieta, którą kochałem. Taki paradoks.
Puść ten podkład i miejmy to już za sobą – poprosiłem grzecznie Kibę.
Już – mruknął, grzebiąc w komputerze. Zerknąłem na Lo.
Wciąż czytała te cztery linijki refrenu, które napisałem dawno temu. Miała taką skoncentrowaną minę. Dawno jej już takiej nie widziałem. Ściągnięte brwi, zaciśnięte usta i pojedyncze kosmyki odrastających włosów opadające na twarz.
Byłem zadowolony. Po pierwsze, bo postawiłem na swoim, a po drugie, że udało mi się ją jakoś ożywić. Tęskniłem za tym uczuciem, za wewnętrzną determinacją wypływającą z jej ciała i odznaczającą się na nas wszystkich nawet w najmniejszym stopniu.
Być może nigdy nie będzie zdawać sobie sprawy ze swojego wpływu na innych. Cały mój zespół, Jiraya i Tsunade – odniosłem wrażenie, że wraz z jej wewnętrznym przekonaniem się o tym, że ma jeszcze po co żyć, wszyscy uwierzyli nie tyle w nią, co w samych siebie. Nawet ja. Mógłbym góry przenosić.
Podszedłem do niej nieśpiesznie. Rozejrzałem się dookoła. Nikt już na nas nie patrzył, wszyscy byli przejęci przygotowaniami do nagrywania. Zwróciłem oczy z powrotem na Sakurę. Okazało się, że i ona na mnie patrzyła w bardzo zdecydowany sposób.
O tak – mruknąłem tak cicho, że tylko ona była w stanie mnie usłyszeć.
Co? – znów zmarszczyła czoło.
Tak masz się na mnie patrzeć – odpowiedziałem szeptem, uśmiechając się zupełnie bez krępacji. Odwzajemniła grymas, przybliżając się.
Miała na sobie sprane boyfriendy i białą bokserkę, należącą oczywiście do mnie, wsadzoną z przodu w spodnie. Na chwilę skupiłem się na jej delikatnych obojczykach, wybijających się wyraźnie przez cienką bladą skórę. To była prawdopodobnie moja ulubiona część ciała Haruno. Mógłbym się tak gapić godzinami. Uniosła się na palcach, opierając dłoń na mojej klatce piersiowej.
Serce przyspieszyło tempa.
Lekko zarumieniona wpatrywała się we mnie, a ja nie mogłem się powstrzymać od skakania wzrokiem z jej twarzy na biust i z powrotem. To była prawdziwa siła wyższa. Moja jedyna słabość, głęboko skrywany instynkt, nawet przed nią. Robiła to specjalnie, byłem o tym przekonany i podświadomie wyczuwałem w tym geście zaproszenie.
Jara cię to?
Ciebie na pewno – szepnąłem, ponieważ kątem oka zauważyłem ucieszoną japę Jirayi, który przyglądał się nam przez szybę.
Więc tak – odparła usatysfakcjonowana tym, że udało jej się wprowadzić mnie w stan, w którym jedyne na czym potrafiłem się skupić, to ona i plany na najbliższy wieczór. Odsunęła się nieśpiesznie, a ja jeszcze przez krótką chwilę czułem jej delikatne palce w miejscu mojego serca.
Gotowi? – zapytała wyraźnie podekscytowana Senju. Sakura skinęła głową, zachowując się na powrót tak, jakby to, co przed chwilą zrobiła było bez najmniejszego znaczenia. Czyli tak, jak dawniej.
Odwróciłem się do chłopaków. Właśnie podnosili głowy znad kartek z tekstem. Wszyscy poza Naruto.
Co jest? – zapytałem otwarcie, podchodząc do niego. Ciepło, które przed chwilą przelewało się przez moje ciało, koncentrując się na podbrzuszu, zupełnie zniknęło. Jedno spojrzenie na tego debila i świat zmieniał się o sto osiemdziesiąt stopni.
Nic – mruknął trochę przerażonym głosem. – Nadal uważam, że to ty powinieneś to śpiewać.
Wiesz, że rap to nie jest to, co chciałbym robić – odpowiedziałem z politowaniem. – Przestań pitolić i bierz się do roboty. Masz duet z Sakurą. Postaraj się dla niej nie wypaść blado, tak jak zwykle.
No właśnie dlatego to ty jesteś na wokalu, Sasuke – wybełkotał, chowając twarz w kartce. – Ja ewentualnie na chórkach, bo ty masz lepszy głos.
Nie ma takiej opcji, tchórzliwy kocie, nie podlizuj się, bo dobrze wiesz, że to na mnie nie działa – trzepnąłem go w ucho bez wzruszenia.
Sasuke!
Co jest? – wtrąciła się różowowłosa, wpychając się pomiędzy naszą dwójkę. – Wymiękasz, cieniasie?
Ja? – zdziwił się. – Ja nigdy! Nie to co ten palant! – wskazał na mnie głową. Co za pozer.
No ja mam nadzieję – zaśmiała się. Nic nie zauważyła, albo udała, że nie widzi. Sakura jednak nigdy nie należała do specjalnie taktownych osób. – Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że znowu mogę z wami coś zagrać.
* * *
Po skończeniu pracy praktycznie całą ekipą zdecydowaliśmy iść na wspólną obiadokolację. Wybór padł na McDonalds, co było w sumie oczywiste od samego początku. Nie dość, że znajdował się najbliżej, to taka okazja do świętowania zdarzała się raz na dekadę. Tak dawno nie miałam w ustach czegoś równie niezdrowego i dobrego zarazem!
Wybraliśmy ukryte stoliki w pobliżu toalet. Trochę ryzykowne miejsce, lecz można było je połączyć i dzięki temu wszyscy mogli wspólnie dokarmiać cukrzycę, raka i tym podobne. Naprawdę dobrze się bawiłam. Tęskniłam za naszymi wspólnymi wypadami i żałowałam, że straciłam tak wiele okazji na nie przez tyle lat. Nawet trochę mnie to dobiło.
Sakurcia! – krzyknął mi do ucha Naruto.
Czego chcesz, durniu? – mruknęłam pod nosem, nieruchomo obserwując śmietnik, jaki zrobiliśmy wokół siebie.
Zawiesiłaś się – wyjaśnił gorączkowo. Podniosłam wzrok na kolegów. Wszyscy się na mnie gapili oczami pełnymi obawy.
No i co z tego? – burknęłam, odwracając twarz w stronę okna. Lokal znajdował się na pierwszym piętrze, a przez szyby mogłam obserwować ruchliwą ulicę z dużo szerszej perspektywy, niż na parterze.
Jakże tu było pięknie! Ludzie byli mniejsi, ale nie przypominali mróweczek. Mimo to krążyli wzdłuż dwupasmowej drogi w mniejszych lub większych grupkach, często nawet i samotnie. To zabawne, że każdy z nich miał za sobą swoją własną historię i choć byliśmy tak niedaleko od siebie, nigdy nie będzie mi dane jej poznać. Przeniosłam spojrzenie na samochody. Ich także było dużo. Pędziły w tę i z powrotem, pozostawiając za sobą nikłą smugę czerwonego bądź żółtobiałego światła. Najlepiej widać było to w szybach równoległego budynku, które odbijały je z zabójczą wręcz precyzją.
Byłam taka zawstydzona dawnymi dziejami, że zapragnęłam się stamtąd wyrwać. Odejść jak najdalej i nie wracać.
Sasuke chyba zapaliła się ostrzegawcza lampeczka w mózgu, bo kopnął mnie delikatnie pod stołem. Spojrzałam na niego z wyrzutem. Co on sobie myślał? Przerwał mi moją ucieczkę w krainę depresji w samym jej środku. Co za cham! Jednak... podświadomie wiedziałam, że robił dobrze. Zorientowałam się, że chłopcy dalej mnie obserwowali, pogrążeni w milczeniu. Uśmiechnęłam się do nich promiennie.
Już w porządku – szepnęłam, pomimo tego, że chciałam zabrzmieć naturalnie. Najwyraźniej moje ciało wolało mówić własnym głosem.
Na pewno? – Naruto objął mnie ramieniem.
Odwal się od mojej panienki, pedale – zagrzmiał Kiba, patrząc wymownie na Uchihę.
Rzeczywiście, mina bruneta była, żeby nie skłamać, mordercza. Wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem. Niestety zwróciło to uwagę ludzi wokół nas. Wszyscy, jak jeden mąż odwróciliśmy twarze w stronę szyby. Czułam, jak chłopcy modlą się po cichu, żeby tylko nikt ich nie rozpoznał. Dołączyłam się do tych mentalnych próśb. Mi również zależało na prywatności, a tu gdzie by z nimi nie pójść, tłumy fanów, tylko czekających na nich.
Oczywiście, jakże by inaczej, przy stoliku po drugiej stronie sali siedziała grupa gimnazjalistek. Rozpoznałam je po mundurkach. One również nas poznały. Widziałam, jak się naradzają między sobą, szepczą coś do siebie.
Mają nas – wymruczałam z niesmakiem do moich przyjaciół, gdy zobaczyłam, jak się podnoszą, biorą swoje tace i kierują się w stronę naszego stolika. Być może mi się zdawało, ale usłyszałam ciche warknięcie Sasuke.
Dziewczyny zajęły miejsca za Uchihą, Shikamaru i Kibą. Zachowywały się bardzo nienaturalnie – milczały i co chwilę wymieniały między sobą znaczące spojrzenia. Było ich cztery, wszystkie wyglądały niemal identycznie uroczo i niewinnie. Trochę im zazdrościłam. Zapewne żadna z nich nie miała za sobą tego, co ja. Były po prostu normalne. W moim umyśle tymczasem ponownie zaczynała rządzić apatia.
Cześć depresjo, to ja! Chcesz herbaty?
Jedna z nich, moim zdaniem najładniejsza, pochwyciła na sekundę moje spojrzenie. Przyjrzałam się jej uważne. Miała długie, brązowe włosy, układające się w piękne, dziewczęce fale, opadające na już kobiece ramiona i biust. Ogromne, piwne oczy oczywiście podkreśliła stosownym i bardzo mocnym makijażem. Dopatrzyłam się nawet piegów. Dziewczyna ideał, istna lalka, co tu dużo mówić. Nieco przypominała mi Sayę, naturalnie tylko z wyglądu.
Wzięłam kubek z moją mrożoną herbatą, nie przestając się na nią gapić. Pierwsza odwróciła wzrok, szepcząc coś do ucha koleżanki. Ta zerknęła na mnie ukradkiem i jej odpowiedziała, również po cichu. Dwie, siedzące do nas tyłem uniosły się lekko i pochyliły nad stołem, włączając się do rozmowy. Usłyszałam jak Naruto wciąga gwałtownie powietrze. Zdziwiona, spojrzałam na niego.
Zboczeniec – wycedziłam przez drwiący uśmiech. Dopiero teraz zobaczyłam, że dziewczyny wypinały się do nich tyłkami. A to przebiegłe dziwki.
Oj daj spokój Lo – wtrącił Chouji, głośno siorbiąc colę ze swojego kubka. – Daj się chłopakowi nacieszyć. Odkąd zerwaliście pewnie jest samotny i...
Zamknij się – zdenerwował się Uzumaki, wolną ręką uderzając go w udo. Akimichi wzruszył ramionami.
Taka prawda.
Trele morele! – wydyszał blondyn. – Pilnuj swoich spraw!
Ej, to może się zabawimy? – zaproponował Kiba, zezując w stronę pastelowych majtek, którymi świeciła jedna z nich tuż obok jego głowy. – Co wy na to chłopaki?
Ja odpadam – Nara podniósł rękę do góry. – Temari mnie i tak zatłucze, że jadłem na mieście. Nie chcę jeszcze na dodatek umierać, to upierdliwe.
Pantofel – skwitował Izunuka.
Ja mam kurczaczka – odparł Chouji. – Poza tym nie interesują mnie dzieciaki.
No a ty, Sasuke?
Myślałem, że moje zlewanie faktu twojego istnienia jest wystarczająco wymowne – powiedział niemal arktycznym głosem. Aż mnie ciarki przeszły.
Kretyn – wymamrotał pod nosem. – Dobra, chodź Naruto, pokażemy tym zniewieściałym panienkom, jak się wyrywa laski.
Idę do kibla – zerwał się Shikamaru i nieśpiesznie poszedł w sobie znanym kierunku. Naruto przeskoczył przez pałaszującego perkusistę i w mgnieniu oka znalazł się przy Kibie.
Matko, co za wstyd! – wypaliłam, przecierając sobie twarz zimną dłonią.
No cześć, dziewczyny – chłopcy odwrócili się do gimnazjalistek z szarmanckimi uśmiechami. – Co tam porabiacie? Bo my, to się nudzimy.
Dzięki – powiedziałam nieco głośniej. Naruto odwrócił się do mnie z błagalną miną.
Sakurcia wiesz przecież, że dla mnie jesteś jedyna na świecie – powiedział cicho.
Srata tata – wzruszyłam ramionami.
Nic nie robimy – odparły z nieśmiałymi, uroczymi uśmiechami.
O mój Boże! Czy wy to słyszycie?! – Kiba w teatralnym geście złapał się za głowę. – Cóż za upokorzenie.
Co ty bredzisz? – szepnął Naruto.
No co ty, głuchy jesteś czy jak? – Izunuka potrząsnął nim kilkukrotnie.
Czy to nie Łydka? – zastanowił się grubasek.
Mhm – mruknął Uchiha.
Nie puszczę Cię
Nigdzie sama stąd nie pójdziesz
Zostaniesz tu, ja będę czekał aż uśniesz
Będę czekał aż uśniesz **
Rozpoznałam głos Sasuke. Rzeczywiście, była to jedna z ich nowszych piosenek. Bardzo emocjonalna i osobista. W lot pojęłam, czemu Kiba się tak zdołował. Też bym nie chciała usłyszeć swojej piosenki w fastfoodzie. Było to, zaiste, największe upokorzenie dla artysty, któremu zależało na tym, by zrealizować siebie, a nie zarabiać pieniądze wszelkimi sposobami.
Bez przesady, to bardzo fajna piosenka, wszystkie ją uwielbiamy, prawda dziewczyny? – najładniejsza z nich machnęła ręką, opierając się łokciem o blat. Jej piersi też się na nim położyły. One się robią coraz sprytniejsze.
Ale jest tak intymna! Wcale tu nie pasuje! – wtrącił Uzumaki.
To prawda, ale to właśnie sprawia, że są urocze i takie popularne – dodała inna. Reszta zgodnie jej przytaknęła.
Jesteście słodkie – odparł Izunuka, puszczając im oczko. – Chcecie gdzieś z nami wyskoczyć? W tak zniewalającym towarzystwie na pewno szybko zapomnimy o nudzie.
Zachichotały.
To zależy – kontynuowała dziewczyna.
Od czego? – Kiba prawie, że wszedł na ich kanapę. Co za świr.
Od tego, czy Sasuke też pójdzie – wyjaśniła tonem tak pewnym siebie, że nawet ja uniosłam brwi wysoko w górę. Uchiha się uśmiechnął.
Wydrylujesz śliną mnie
Otoczysz sprężystą łydką
Upadniemy razem tak
Jak jeszcze nigdy nisko**
Nic z tego – ciemnooki nawet się do nich nie odwrócił. Zamiast tego wlepił we mnie te swoje lodowate gały i powiedział – Ja już znalazłem dziewczynę mojego życia. Wam też radzę poszukać u was w klasie, zamiast uganiać się za kimś poza waszymi możliwościami.
*
Niedługo po tym, jak Naruto i Kiba udali się z gimnazjalistkami do klubu poprosiłam Sasuke, żeby odwiózł mnie do domu. Miło się patrzyło na zażenowane i zbolałe miny tamtych dziewczynek, które musiały obejść się smakiem – miałam na myśli prywatne spotkanie z Uchihą – lecz zmęczenie brało nade mną górę. Odzwyczaiłam się od jakiegokolwiek wysiłku. Może i było to puste z mojej strony, ale miałam przecież nie kłamać.
Samochód zostawiliśmy pod studiem, toteż nieuniknionym stał się monotonny spacer, narażający moją słabą odporność na zapalenie płuc. Nie poddawałam się jednak, w głowie wyobrażając sobie milutkie łóżko, kołdrę oraz gorące kakao.
Powinniśmy zrobić jutro zakupy – rzucił brunet od niechcenia.
Racja – odparłam, również nie wykazując większego entuzjazmu. Kolejny dzień kampienia się w byle Tesco wśród byle pospolitości.
Masz na coś szczególnego ochotę? – zapytał, razem ze mną wymijając samotnego pana wydzierającego się do swojego telefonu. Czułam się bardzo incognito w czapce i szerokim kapturze, spod którego wystawał jedynie czubek mojego nosa.
Spojrzałam w bok i zupełnie przypadkiem i natrafiłam na sklep jubilerski. Aż mi się oczy zaświeciły od tych migoczących błyskotek oświetlonych przez jaskrawe lampy wystawy. Sasuke to zauważył.
Chyba śnisz – zaśmiał się, ciągnąc mnie w przeciwnym kierunku. Również się uśmiechnęłam.
Gdy dotarliśmy do auta, otworzył przede mną drzwi z obojętną miną. Wsiadłam i usadowiłam się wygodnie na siedzeniu. Tymczasem Uchiha zatrzasnął je za mną i – o słodki Jezu w malinach – zamknął kompletnie samochód. Rozdziawiłam buzię. Co to miało być? Mężczyzna popatrzył na mnie jeszcze przez chwilę, odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku, z którego przyszliśmy. Obserwowałam zdębiała jego oddalającą się sylwetkę. Po chwili poczułam wibrujący w kieszeni telefon. Wyjęłam go.
"Muszę coś załatwić i nie chce mi się ciągnąć cię ze sobą. Czekaj grzecznie."
Co za buc! – krzyknęłam w myślach.
* * *
Jazda samochodem powinna być długa i monotonna, a ja sama wykończona spełnianiem wokalnych wymagań bruneta. Z jakiegoś powodu nie mogłam jednak oprzeć się wrażeniu, że wiedziałam, dokąd mnie wiózł. To z kolei nie pozwalało mi wczuwać się w nudę podróży. Westchnęłam ciężko, widząc znak graniczny Konohy.
No tak – pomyślałam, mimowolnie przewracając oczami. – Gdzieżby indziej?
Widzisz jaki jestem wspaniały?
Po co mnie tu przywlokłeś? Ja chciałam do domu – zmarszczyłam czoło.
Co za babsko, nie dogodzisz – mruknął pod nosem, hamując na światłach. Stanęliśmy. – Spójrz proszę na godzinę. Podróż z centrum do Konohy zajęła nam dwadzieścia minut, a nie godzinę. To prawdziwy wyczyn.
Biorąc pod uwagę, że jechałeś na złamanie karku i do tego obwodnicą, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego – zgasiłam go wymownym uśmiechem.
Mogłabyś chociaż udawać, że zrobiłem na tobie wrażenie – fuknął, wrzucając bieg i ruszając nieśpiesznie przed siebie. Nagle odechciało mu się wiatru we włosach?
Ty chcesz mi zaimponować? – zakpiłam. To było takie niedorzeczne, że aż zabawne. Przecież nigdy nie musiał, wystarczyło, że pozostawał tym samym, opanowanym sobą. – Wiesz, takimi popisami to możesz nam zrobić co najwyżej krzywdę – uśmiechnęłam się szerzej. Miał minę naburmuszonego dzieciaka, dosłownie.
Mam ci przypomnieć, kto woził się motorem po mieście bez kasku i prawka oraz władował się mi i Naruto pod machę?
Ej! Wtedy miałam kask, nie przesadzaj! – oburzyłam się.
Wtedy – mruknął ponuro. Odwróciłam obrażona twarz w drugą stronę i więcej się nie odzywałam. On podobnie.
Tymczasem droga, którą pożądaliśmy przywoływała coraz więcej już dawno zapomnianych obrazów. Chodziłam tymi ulicami przez całe życie, więc nie dziwiłam się, że nawet ogarnęły mnie jakieś głupie sentymentalne wspominki. Szybko odtrącałam je od siebie. Być może byłam okrutna, ale wobec mojego organizmu powinnam pozostać szczerą – chciało mi się spać, obrzydliwie.
Nie wzruszyło mnie, gdy Sasuke zaparkował samochód obok parku. Z wiadomego powodu pragnęłam mieć to już za sobą. Odważyłam się odwrócić do niego twarz.
Uchiha patrzył na mnie z zaciekawieniem. Jego oczy były jednak nieco nieobecne, kreślące w przestrzeni dziwne kółka i zwijasy. Dopiero, gdy to spostrzegłam, odkryłam, że to nie na mnie skupiał swój wzrok, a na budynku, pod którym się zatrzymaliśmy. Obejrzałam się za siebie.
To było dopiero sentymentalne miejsce – kawiarnia.
Mimowolnie w pamięci spróbowałam odtworzyć smak pierwszego prawdziwego pocałunku. Uczucia wtedy mi towarzyszące były tylko moje i nikt nie mógł mi ich zabrać. Prawie nikt, bo pamiętałam niewiele. Wtedy mogłam być zszokowana, sparaliżowana tak niespodziewanym obrotem sytuacji. A dłonie Sasuke pewnie jak zwykle były duże i ciepłe.
Tak wiele wspomnień odebrała mi choroba. Najcenniejszych i tylko moich. Miałam przepalone styki. Najgorsze było to, że nie miałam na to – czyli na własny umysł – żadnego wpływu. Same ulatywały, nie wiedzieć kiedy. Okropne życie stało się jeszcze obrzydliwsze. I sama nie wiedziałam, co takiego – nie tyle przez te wszystkie lata – a w tej chwili sprawiało, że wcale nie chciałam już ze sobą skończyć. Być może był to ten facet siedzący po mojej lewej, którego tyle lat darzyłam, jak zawsze mi się wydawało, miłością.
Już od tak dawna był obok, że to, jaki potrafił być okropny również zapomniałam. Przywlókł mnie za sobą tutaj, gdzie pierwszy raz w moim życiu zrobiło sie poważnie i tak naprawdę, wcale nie przeszkadzało mi marnowanie z nim czasu na siedzenie w milczeniu. Szczególnie, że wyglądało na to, że miał plan.
Wysiadaj – rozkazał chłodno. Posłusznie odpięłam pas, otworzyłam drzwi i zwinnie wyskoczyłam na zewnątrz. On uczynił to samo, tylko jeszcze szybciej.
Ja się pytam jak?! – pomyślałam z irytacją. Sasuke nie tylko łamał normy moralne, ale, jak było widać na załączonym obrazku, również święte prawa fizyki.
Zapalił papierosa i popatrzył na mnie spokojnie. Coś było na rzeczy, czułam to na sobie i widziałam w jego oczach. Pozostawało pytanie: co?
Będziemy tak stać i się w siebie wgapiać, jak idioci? – zapytałam po upływie mniej więcej dwudziestu sekund.
Jakiś problem? – nie ruszył się nawet o centymetr. WYWRÓCIŁAM OCZAMI, chcąc spowodować jakikolwiek dodatkowy ruch z jego strony. Czy nie zasługiwałam na chociaż jedną, malutką podpowiedź, jak powinnam się teraz zachowywać, żeby było dobrze? Kiedy nic takiego nie nastąpiło, zdenerwowałam się i tupnęłam nogą.
Co to ma, kurde, być? – przeleciało mi przez pełną gniewu myśl.
Naładowana nowymi pokładami energii podleciałam do Uchihy i gdy już miałam rzucić się na niego rzucić z łapami i zacząć krzyczeć co ty sobie wyobrażasz, które miałam opanowane do perfekcji, on – wcześniej wsadzając sobie papierosa do ust – złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
Dobra, uspokój się – burknął. Nim się zatrzymałam na dobre, ten już zaczął mnie ciągnąć za rękę, w stronę parku.
Mogę wiedzieć, co ty wyprawiasz? – wycharczałam przez zaciśnięte zęby.
Nie teraz – parł do przodu, nie oglądając się na moje plączące się nogi i przyspieszony oddech.
Wiesz, że nie musisz zachowywać się jak psychol i ciągnąć mnie w krzaki, jak ci się chce podotykać i takie tam – wydyszałam. – Od tego jest mieszkanie, ostatecznie samochód lub co gorsza, twój stary pokój u rodziców...
Możesz się zamknąć? – zatrzymał się. – To później, zasłużyłaś sobie. Teraz zupełnie nie o to mi chodzi.
Zamilkłam. Wtedy Sasuke ruszył ponownie, tym razem trochę wolniej. Puścił moją dłoń, chyba ufając mi, że nie ucieknę. Albo przypomniał sobie, że ktoś może nas zobaczyć. Dopiero teraz miałam okazję przyjrzeć się uważniej otaczającej mnie wczesnowiosennej przyrodzie.
Prowadził mnie szerokimi, opustoszałymi alejami. Jeżeli zwykłe przebłyski, migawki można było nazwać wspomnieniami, to z każdą z nich łączyło mnie ich coraz więcej.
Ponownie zostałam zaskoczona.
Wszystko wokół zmieniało się tak szybko, że żaden, nawet nadczłowiek nie byłby w stanie tego ogarnąć. A tutaj? Jakby czas się zatrzymał. Ścieżki w dalszym ciągu otoczone były wysokimi – o jeżeli dobrze pamiętałam – dębami, których wygląd zmieniał się w stosunku do pór roku. Był marzec, a one miały już urocze pączki. Mogłam je dostrzec nawet w słabym świetle oddalonych latarni. Beton, ciągnący się pod naszymi stopami w dalszym ciągu był tak samo popękany i gdzieniegdzie ozdobiony kapslami po piwie, czy coli.
Czy my? – zapytałam, zaczynając kojarzyć, w którą stronę zmierzamy. Z niewiadomego powodu nie miałam jednak odwagi zapytać wprost. Uchiha dalej szedł do przodu.
Ścieżka stała się węższa. Złożona z pojedynczych płytek ułożonych bez namysłu i planu. Nie byłam pewna, ale tego dnia, kiedy się rozstaliśmy również nią szliśmy. Droga prowadząca do naszej ulicy. Tam gdzie wszystko się zaczęło, a potem skończyło. W ostatnie święta powróciło i to z podwójną siłą. Zmieniliśmy się.
Ukazał się plac zabaw. Nie wiedziałam, co powinnam o tym myśleć. Miałam próżnię w głowie. Nie docierało do mnie już zupełnie nic.
Tymczasem Sasuke dalej parł do przodu. Moje nogi – choć z niewiadomego powodu coraz bardziej miękkie – podążały jego niewidzialnym śladem. Wstrzymałam oddech.
Na placu zabaw, w przeciwieństwie do całego parku, było pełno młodzieży. Z tej odległości, przy tych okolicznościach oraz jasnym świetle latarni mogłam strzelać w ciemno. Robiłam dokładnie to samo. Modliłam się w duchu, żeby nie spotkać Ochy. Była w takim wieku, że było to wysoce prawdopodobne. Szczególnie, jeżeli poszła w ślady swojego starszego rodzeństwa. Jakoś nie miałam potrzeby jej oglądać, choć była moją młodszą siostrą.
Błagam wszystkich Bogów, tylko nie to.
Przeskoczyliśmy jednym susem przez zamkniętą furtkę. Byliśmy nowi na terenie, nic więc dziwnego, że każdy zwrócił na nas uwagę. Głośne rozmowy umilkły, rozpoczęły się natomiast ciche szmery, będące zapewne szeptem. O nas. Zostaliśmy zdemaskowani. Paskudna cena sławy.
Nie zwracaj na nich uwagi – polecił mi, kierując się w stronę huśtawek. Wciąż tych samych. Od siedemnastu lat, albo i dłużej.
Były zajęte przez kilkoro dzieciaków. Sasuke stanął przed nimi jak zwykle pewny siebie. Jedno jego spojrzenie i od razu sobie poszli, choć na ich twarzach malował się cichy bunt połączony z szokiem.
To ten sławetny Uchiha, który swego czasu trząsł tą byle mieściną, a teraz podbijał cały kraj. I ta jakaś za nim.
Zajęliśmy ich miejsca. Z automatu zaczęłam się huśtać, bo od zawsze sprawiało mi to niemałą frajdę. Milczeliśmy zgodnie. Podniosłam wzrok z moich umorusanych błotem butów na otaczających nas ludzi. Większość z nich nadal nas obserwowała, choć niektórzy już olali fakt naszego istnienia. Widziałam w nich samą siebie i musiałam przyznać, że zaczęła ogarniać mnie bierna nostalgia.
Lo...
Tak?
Wiesz po co tu przyjechaliśmy?
Nie... pewnie miałeś taki kaprys – zachichotałam. To taki typowy dla niego tekst.
Mylisz się – powiedział, dziwnie zniżając głos.
No to po co?
Kochasz mnie? – odwróciłam twarz w jego stronę, totalnie niezaskoczona jego bezpośredniością.
Skarbie jesteś mi potrzebna
Gdy nie mam się do kogo odezwać, gdy cały ten fejm mnie przerasta
I było nie raz tak, już chciałem się chlastać
A wtedy Ty wybaczasz moje wady, wybaczasz błędy
Rozumiesz moje dziaby i złote zęby
Odbijam tych zepsutych typów, gdy idę tędy z nią
Z moją malutką candy***
A co to za durne pytanie jest? – fuknęłam zbyt głośno, zwracając na siebie uwagę tych, którzy już przestali się na nas gapić. Sasuke jednak nie patrzył na nich, tylko na mnie.
Normalne – odparł całkowicie niewzruszony. Westchnęłam ciężko.
Gdybym cię nie kochała, to bym już sobie dawno smacznie spała w psychiatryku, naćpana psychotropami. Przecież doskonale to wiesz.
I jesteś pewna, że to ze mną chcesz tu marnować czas?
A ty?
Brunet ewidentnie do czegoś zmierzał, ale postanowiłam nie psuć mu koncepcji i profilaktycznie odpowiadać na wszystkie pytania, pomimo tego, że były zupełnie nie w jego stylu i coraz bardziej mnie tym zaskakiwał.
Gdybym nie był, to byś tu nie siedziała.
Ta krótka odpowiedź całkowicie mi wystarczała. On mnie kochał.
Jestem.
I tak już na zawsze?
Od zawsze – uśmiechnęłam się. Jak szczerość, to szczerość. – Szczególnie po tym, co działo się rano. Zawsze wszyscy mi mówili, że to nie ma sensu, że masz mnie w dupie. I gdybym zrobiła tak, jak oni chcieli, nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy, a ja do końca życia byłabym nieszczęśliwa. Dlatego będę brnąć w ten układ, choćby nie wiem co. Nawet tylko po to, żeby zrobić im na złość.
To dla ciebie tylko zabawa? – ciemnooki jeszcze bardziej spoważniał, o jeżeli było to możliwe. Pokręciłam głową.
Po prostu moich uczuć do ciebie, pomimo tego wszystkiego, co się między nami wydarzyło od kąd pierwszy raz cię tu zobaczyłam jestem pewna, jak niczego innego na świecie – zniżyłam głos do szeptu. – Nawet, jeżeli znowu zaczniesz mnie nienawidzić, nie odpuszczę. Nie umiem.
Nastąpiła chwila ciszy. Po minie Sasuke wnioskowałam, że myśli nad moimi słowami bardzo intensywnie. Opuściłam głowę, opierając się o brudny, zimny łańcuch. Niespodziewanie mężczyzna wstał i ukucnął przede mną. Spojrzałam na niego uważnie, lecz spod przymrużonych powiek. Wziął moją prawą rękę i zakleszczył ją w swojej.
Myślałem nad tym od paru tygodni... przywiozłem cię tu, żeby ci to powiedzieć. Bo tutaj się poznaliśmy. I całe życie utrzymywałem cię w przekonaniu, że nienawidziłem cię już od samego początku... to nieprawda. Kiedy pierwszy raz na mnie spojrzałaś, coś we mnie drgnęło. Ale byliśmy tylko dzieciakami i dziewczyny były dla mnie na równi z kolegami, nie interesowało mnie to. Gdy wyznałaś mi uczucia, potraktowałem cię jak gówno, bo doskonale wiedziałem, co czuje do ciebie Naruto, a on był dla mnie ważniejszy. Potem każde twoje zachowanie w stylu cięcia się tylko coraz bardziej działało mi na nerwy, bo cierpiał na tym mój kupel. Chciałem, żebyś o mnie zapomniała, dlatego zgodziłem się wyjechać z rodzicami do Tokio. Gdy wróciłem, miałem nadzieję, że tak właśnie się stało. Lecz widząc jak się zmieniłaś w liceum... – urwał na chwilę, spuszczając głowę. – Sam nawet nie pamiętam, kiedy się w tobie po prostu zakochałem. To było tak bardzo inne uczucie od tego, które towarzyszyło mi przy Sayi, że po prostu go nie rozpoznałem. Nie mogłem go powstrzymać, dlatego cię wtedy pocałowałem. W tyle głowy ciągle miałem przyjaźń z Naruto, ale to było po prostu silniejsze. Nigdy nie sądziłem, że ktokolwiek mógłby mnie doprowadzić do takiego stanu. I to ciągnie się za mną do tej pory. Wciąż myślę o nim, ale jestem przekonany, że w tej chwili to bez ciebie nie będę w stanie już...
Żyć – dokończyłam za niego. Jego szczerość, której nigdy dotąd tak naprawdę nie było mi posmakować tak bardzo mnie dotknęła, że z moich oczu mimowolnie popłynęły łzy. Nie mogłam ich powstrzymać, chociaż bardzo tego pragnęłam. To było dla mnie tak typowe, że aż żałosne.
I mogę czytać cię jak ulubioną książkę
Jak jesteś obok wiem, że wszystko będzie dobrze
Jestem wolna tylko z nim
Skarbie jesteś mi potrzebny, gdy wszystko mi działa na nerwy
Gdy cały ten świat mnie przerasta i było nie raz tak
Już było nie raz tak i wtedy ty wybaczasz moje wady
Wybaczasz błędy, rozumiesz moje sprawy
I koisz nerwy, odbijam ten zepsuty świat
Gdy idę tędy z tobą***
Dlatego chcę, żebyś już zawsze była obok. Potrzebuję cię. Więc, proszę cię... błagam, bądź.
Otworzył moją dłoń i położył na niej coś lekkiego jak piórko. W głębi duszy domyślałam się, co to było. Spojrzałam z przerażeniem na nią i poczułam, jak miękną mi nogi. Moje serce stanęło, choć oddech stał się bardziej spazmatyczny. Nie wiedziałam, co miałam mu powiedzieć, po prostu odjęło mi mowę. Utkwiony w srebrnym pierścionku kamień opalizował na różne kolory w świetle odległych latarni. Miałam wrażenie, że zaraz zemdleję z wrażenia. Był śliczny, po prostu.
No powiedz coś, bo zaraz się zabiję z nerwów – wyszeptał.
Ale... – wykrztusiłam z siebie z wielkim trudem. Zakręciło mi się w głowie. Zasłoniłam usta wolną dłonią, nie mogąc uwierzyć, że dzieje się to naprawdę.
When she was just a girl
She expected the world
But it flew away from her reach
And the bullets catch in her teeth
Life goes on, it gets so heavy ****
Dobra, idę rzucić się z najbliższego mostu.
Sasuke wstał i obrócił się na pięcie. Pomimo galaretowatych nóg zerwałam się z miejsca i pobiegłam za nim. Niczym drapieżna tygrysica rzuciłam się na jego plecy, zaplatając mocno ramiona wokół jego szyi, a nogi wokół jego pasa.
Nie odchodź – poprosiłam cicho, przyciskając mokrą od łez twarz do jego włosów. Ściskałam cały mój świat. – Jeżeli chcesz się rzucić, proponuję pociąg, masz pewność, że twój instynkt przetrwania nie wygra i nie wypłyniesz na powierzchnię.
Dobry pomysł – mruknął i razem ze mną na plecach opuścił plac zabaw. Zostawiliśmy za sobą przeszłość.
Nie gniewaj się na mnie. Zaskoczyłeś mnie. W ogóle się tego nie spodziewałam – szeptałam mu do ucha.
Uchiha stanął gwałtownie. Domyśliłam się, że po to, żebym mogła zejść, uczyniłam więc to potulnie. Odwrócił się do mnie przodem. Miał taką specyficzną minę – niby jego twarz była zamknięta, ale te ciemne oczy stały się zupełnie czarne, tak jakby właśnie ważyło się całe jego życie. Wzięłam głęboki wdech, zbierając się na odwagę.
Jak mogłabym powiedzieć nie – dotknęłam jego policzka i pogłaskałam go. Wokół nas było praktycznie ciemno. Mimo tego moje oczy widziały jak Sasuke powoli wsadza dłoń pod mój kaptur, łapie mnie za szyję i przyciąga do moje usta do swoich. Ten pocałunek nosił w sobie taki ładunek emocjonalny, że znowu zaczęłam płakać.
Byłam jednak szczęśliwa, ponieważ dobrze wiedziałam, że było to moje miejsce na ziemi. Nie dochodziłam do tego całe życie, jak on.
Zobaczyłam to w pierwszym błysku słońca odbijającym się na jego twarzy.
W momencie, w którym pierwszy raz odkryłam, że jego oczy mają kolor wkładu do ołówka.
W chwili, kiedy ujrzałam go po roku jego nieobecności w Konoha oraz gdy spotkaliśmy się w klinice.
W dniu, w którym pierwszy raz doznałam prawdziwej przyjemności fizycznej.
W każdej sekundzie, którą mogłam dzielić razem z Sasuke.
Teraz pragnęłam uczyć się go na nowo, codziennie budząc się obok niego i obserwując go pogrążonego w spokoju, który nie był wymuszony.
Dać mu szansę mnie pokochać w taki sposób, w jaki ja kochałam go od zawsze.

Cześć pysie :3
Tak, jak obiecałam, dodaję w końcu rozdział. Mam nadzieję, że te wypociny przypadną Wam do gustu.
Jeszcze się nie zdecydowałam, czy będzie on ostatnim, czy nie. Mimo wszystko, jestem z niego całkiem zadowolona, choć kosztował mnie dużo życiowej energii.
Mam parę pomysłów na następny, ale muszę je poważnie przemyśleć. W dodatku nie wiem, kiedy się pojawi, być może na nowy rok, jak życie pozwoli.
Tak czy siak, nie mogę się już doczekać Waszych opinii, jestem bardzo ciekawa ^^
Chciałabym szczególnie podziękować Blue Bell. Twoje wsparcie to dla mnie ogromne zaskoczenie i motywacja. Całuski dla Ciebie i dla Was wszystkich.
* „Euforia” Pawbeats ft. Quebonafide, Kasia Grzesiuk
** “Łydka” Happysad
*** “Candy” Quebonafide ft. Klaudia Szafrańska
**** “Paradise” Coldplay
Tytuł:Paradise” Coldplay

Cierpiąca Nanase